Mule, burgery i chińszczyzna, co zjeść w Londynie?

Skoro już wiadomo co zobaczyć w Londynie, to teraz czas się zastanowić co zjeść pomiędzy herbatą u Królowej a oglądaniem szczątków dinozaurów. W przeciwieństwie do każdej innej europejskiej stolicy w Londynie nie zostaniemy rozczarowani knajpami z kategorii ”pizza, hot-dog, turysta i tak zje”. Londyn to wspaniały przykład dobrego street foodu i kanjp, wyznaczających trendy, które dopiero stopniowo wchodzą na nasz polski rynek.

Zapraszam na podróż po owocach morza kupionych na targu, tłustych burgerach, oryginalnej chińszczyźnie i kultowych słodyczach!


Małże i niemiecki wurst na Borough Market

W styczniu tego roku pogoda w Londynie była bardzo wiosenna, więc zrezygnowaliśmy z komunikacji miejskiej na rzecz przejścia dość sporego kawałka z mostu Tower Bridge do dworca autobusowego, z którego mieliśmy odjechać na lotnisko. Niezawodne Google Maps pokazało, że spokojnie zdążymy na czas.

Wtedy pojawił się Borough Market i jego bogactwo smaków. Znaleźliśmy się tam przez przypadek. Niemieckie bułki z wurstem i z kapustą, azjatyckie potrawy z ogromnych woków czy owoce morza przyrządzane na straganie. Tak bardzo się tam zatraciłem, że straciłem poczucie czasu. No i jak się okazało droga daleka, ostatnie chwile w Londynie, musiały paść słowa rodem z programu TVN Azja Express – ”musimy biegnąć”. Powrót do rzeczywistości po zjedzeniu owoców morza był brutalny, bieg spotkał się z niemałym oporem mojego współtowarzysza podróży. Z wizją niezdążenia na samolot coraz bardziej budziła się we mnie wewnętrzna Małgorzata Rozenek, krzycząc: ”kurwa możesz biec szybciej!” usłyszałem ”poczekaj muszę kupić jeszcze magnesy”. Gdzieś pomiędzy trawieniem muli, ocieraniem potu z czoła, a odliczaniem czasu do odjazdu autobusu mój kompan podróży kupował właśnie magnesy. Mam nadzieje, że magnesy się podobały tym co je dostali, a ja spaliłem wszystko to co zjadłem przez ostatnie kilka dni. A jak Borough Market? Pozycja obowiązkowa, na pewno wrócę tam ”na spokojnie”!

 Najbliższa stacja metra: Borough lub London Bridge


Burgery od Five Guys

Przenosimy się dzień wstecz, do sieciówkowej burgerowni, przy której nie mogłem pozostać obojętny. Moda na szczere i prawdziwe burgery z wołowiny dopiero rozkwita w Polsce, a amerykański Five Guys działa już ponad 32 lata i ma 1500 lokali, w tym aż 20 w Londynie! Będąc w Londynie nie będziecie musieli go szukać, to Five Guys znajdzie was! Jeżeli jesteście fanami soczystych i tłustych burgerów to będziecie bardzo zadowoleni! Do każdego burgera sami wybieramy dodatki, a następnie możemy obserwować jak powstaje! W międzyczasie możemy nabrać dowolną ilość orzeszków ziemnych. Niespotykane połączenie, ale tak dobre jak frytki do burgerów! A może nawet i lepsze? Polecam także skorzystać z automatów z napojami w postaci ”zapłać raz, pij ile chcesz”, można spróbować różnych rodzajów Fanty, Sprite i Coca-Coli, niedostępnych w Polsce.

Chińszczyzna na China Town

Każdy przewodnik, zwłaszcza ten opisujący gastronomiczną sferę Londynu zaprowadzi Was tutaj, do China Town. Chiny w centrum Londynu! Jest to niewielka enklawa w dzielnicy Soho (niedaleko Picadilly Circus). Jest tam mnóstwo sklepów, piekarni, cukierni i restauracji prowadzonych wyłącznie przez chińczyków! W dodatku wszystkie te uliczki swoim wyglądem nawiązują bezpośrednio do chińskiej kultury. Na pewno nie ominie Was to, że już jesteście na miejscu gdyż przy każdym wejściu są bramy, które nijak się mają do całej brytyjskiej stylistyki. Większość restauracji działa na zasadzie ”raz płacisz, jesz ile chcesz” warto skorzystać i spróbować wszystkiego!

Warto zwrócić uwagę na czas obchodów związanych z chińskim nowym rokiem, który obchodzony jest na przełomie stycznia i lutego. Wtedy na ulicach China Town organizowane są parady, a wszystkie sklepy są specjalnie na tę okazję przyozdabiane.

Lokalizacja: Gerrard Street i przyległe do niej ulice

 Najbliższa stacja metra: Picadilly Circus

M&Ms World

Jakby to powiedzieć, mnie te kaloryczne, kolorowe kulki nie jarają, ale rozmach tego sklepu zrobi wrażenie na każdym! Już przed samym wejściem krąży olbrzymi kolorowy M&Ms zapraszający przechodniów do sklepu. Co znajdziemy w środku? Cztery piętera gadżetów oraz drażetki w dziesiątkach smaków, które sami możemy naładować z ogromnych pojemników. Kubki, kredki, smycze, magnesy, koszulki, piżamy, plecaki gadżety z każdej możliwej kategorii, wszystko opatrzone logo M&Ms. Po analizie komputerowej możemy się nawet dowiedzieć jakim M&Msem jesteśmy! Po drugiej stronie ulicy znajdziemy analogicznie podobny sklep z gadżetami Lego, ale nie jest zrobiony z takim rozmachem jak M&Ms World.

 Najbliższa stacja metra: Picadilly Circus


Klasyczne fish & chips i angielskie śniadanie i Reese’sy 

Warto przyjrzeć się także brytyjskim klasykom takim jak ryba z frytkami podawana w gazecie, typowemu angielskiemu śniadaniu czy ”five o’clock tea”. Londyn to też raj dla wszystkich fanów marki Reese’s, kto miał okazje spróbować tych czekoladek z masłem orzechowym wie co mówię! W Polsce wybór jest bardzo mały, a w niektórych sklepach w Wielkiej Brytanii całe regały wypełnione są tymi słodyczami!

Podczas kilkudniowego zwiedzania Londynu odwiedziliśmy także: Spinata – miejsce z bardzo dobrą kawą i mnóstwem kanapek wypiekanych na miejscu! Slug & Lettuce – bardzo tania kanjpa z bardzo dobrą ofertą lunchową (zdjęcie na instagramie).

Czuję, że Londyn ma wiele do pokazania, podczas następnej wizyty na pewno odwiedzę Camden Market i Wam też polecam poczytać o nim przed wyjazdem!

Smacznego!